środa, 30 września 2015

Szachtar Donieck - Paris Saint-Germain FC 30.09.2015

Fotorelacja wraz z opisem z meczu 2 kolejki Ligi Mistrzów UEFA, Grupa A Sezon 2015/2016.












Szachtar Donieck - Paris Saint-Germain FC 30.09.2015 (0-3) Liga Mistrzów UEFA-Ukraina 
Att:32730 H:21:45 Cena: 200UAH FOT MOV
Stadion Arena Lwów


Pojechać na mecz Ligi Mistrzów, czyli najlepszej ligi świata, to było moje marzenie i najważniejszy cel od paru lat, na równi z Euro 2012. Miałem zawsze jakiegoś pecha z zaliczeniem meczu Ligi Mistrzów, a mianowicie: Kiedy byłem w Barcelonie, Barca grała wyjazdowy mecz w Moskwie, natomiast parę lat temu do Ziliny oraz 2 lata temu do Wiednia jakoś nie chciało mi się jechać. Obecnie liczyłem także na dwie drużyny z Czech i Mediolanu, ale srodze się zawiodłem. Z pomocą wyszło biuro turystyczne Quand z Lubelszczyzny, które organizuje wyjazdy na mecze pucharowe do Lwowa. Rok temu niestety za późno otrzymałem informację od Rafała. Od początku tego roku bacznie śledziłem jak w lidze poczyna sobie Szachtar. Kiedy ponownie awansowali do elity, a następnie jak pojawiła się oferta, szybko się zapisałem. W tym sezonie Szachtar wylosował następujących rywali: Paris Saint Germain, Malme FF oraz znany Real Madryt. Dla mnie klasa rywala nie miała znaczenia i dlatego zapisałem się na pierwszy lepszy mecz, czyli Szachtar - PSG. Najważniejsze było aby usłyszeć na żywo hymn Ligi Mistrzów, minimum w fazie grupowej. Na szczęście dla kibiców z Polski, Szachtar Donieck z powodu działań wojennych we wschodniej Ukrainie, rozgrywa swe mecze we Lwowie. Jak wiadomo od granicy do Lwowa jest raptem kilkadziesiąt kilometrów. Bilet na mecz załatwiło wspomniane biuro. Według kursu jego cena wynosiła 40 zł. Faktycznie zapłaciłem "nieco" więcej.

Aby pojechać na mecz, musiałem wziąć aż 3 dni urlopu. Pierwszego dnia pojechałem do Lublina, w którym byłem raptem miesiąc wcześniej na meczu Motoru. Drugiego dnia z samego rana był wyjazd na mecz. Trzeciego dnia wracałem do domu.

Tuż przed południem około 50-osobowa grupa Polaków z Lubelszczyzny plus ja z województwa śląskiego, wjechała na Ukrainę na przejściu granicznym Hrebenne - Rawa Ruska. W tym momencie należało przestawić wskazówki zegara o godzinę do przodu, ponieważ na Ukrainie obowiązuje inna strefa czasowa. Cała grupa miała swojego przewodnika i ciężko było mi się połapać, który czas ma na myśli, omawiając plan dnia meczowego.

Kontrola graniczna trwała niestety aż około godzinę. Zaraz po wjechaniu na teren Ukrainy, można było na stacji benzynowej kupić alkohol i papierosy za ceny o wiele niższe niż w Polsce. Następnie droga do Lwowa minęła już sprawnie, a przy okazji można było pozwiedzać zza szyby jakieś kościoły, czy hotel "Warszawa".

Były także i pola, dużo pól. Ponadto wbrew stereotypom, droga na Ukrainie była równa jak stół, przynajmniej ta od granicy do Lwowa.


Po 15-tej czasu ukraińskiego autobus dotarł do Lwowa. Kto chciał to mógł pójść z przewodnikiem zwiedzić ścisłe centrum miasta.

Zobaczyłem min. Operę,...

...pomnik Adama Mickiewicza,...

...niezliczoną ilość kamienic,...

...a także ratusz i...

...rynek.

Musiał także znaleźć się czas aby coś zjeść i uzupełnić pierwiastki śladowe.

Po obiedzie zakupiłem kilka cennych pamiątek i udałem się w stronę autobusu, aby zawiózł nas w stronę stadionu.

Z powodu korków ciężko było wydostać się z centrum miasta i kiedy to się w końcu udało, okazało się, iż autokar nie zaparkuje pod stadionem, lecz koło centrum handlowego, które było oddalone jakieś 1 km od  celu. Powodem były oczywiście niekończące się zakupy kibiców, no ale tak to już jest jak się nie jedzie na własną rękę na mecz. Na stadion niestety nie prowadził czerwony dywan. Najkrótsza droga prowadziła przez jakieś pola, wysypane śmieci i zarośla. Najpierw trzeba było jednak przeskoczyć przez płot lub szukać dziury w ogrodzeniu. Poczułem się wtedy niczym uchodźca z Syrii.

Kiedy w końcu dotarłem pod stadion to okazało się, iż moja brama wejściowa była oczywiście z drugiej strony. Ponadto wybrałem tą dłuższą drogę dojścia. Co jakiś czas przechodziły mnie myśli, że nie zdążę na hymn Ligi Mistrzów. Kiedyś już raz nie zdążyłem na mecz PSG. Było to na objazdówce, kiedy w dniu meczu, pod Paryżem zepsuł się autobus.

Wejście za bramę przebiegło sprawnie, bez bardzo dokładnego kontrolowania przez stewardów.

Na 55 minut przed meczem wyłonił mi się taki widok.

Specjalnie na Ligę Mistrzów, stadion wystrojony jest niczym choinka na święta w logotypy tych rozgrywek.

Arenę Lviv, bo tak nazywa się stadion, wybudowano z myślą o Euro 2012, które rozegrano jak wiadomo także w Polsce. W naszym kraju, w czasie meczu zaliczyłem wszystkie cztery stadiony, natomiast lwowski obiekt to jak na razie pierwszy ukraiński.

Rozgrzewka przedmeczowa.




Paryskie gwiazdy.


Bagietka na ciepło.



Ekipa do machania piłkarską płachtą już w drodze na środek boiska.


Hymn Ligi Mistrzów już niedługo.


Gospodarze na pomarańczowo - czarno.


Mecz rozpoczął się o 21:45 czasu miejscowego.

Na biało Szwed Zlatan Ibrahimovic, czyli największa gwiazda na boisku. Niestety w czasie meczu zaprezentował się bardzo słabo.








Numer 32 to Brazylijczyk David Luiz.





Trener PSG, Laurent Blanc, czyli mistrz świata z 1998 roku.


Młyn Szachtara liczył kilkadziesiąt osób. Zastanawiam się czy ci kibice dojeżdżają na mecze z Donbasu? Odległość jest spora, a lotnisko w Doniecku jest zniszczone przez wojnę.

Mecze tych rozgrywek sędziuje pięciu sędziów.






Na piętrze zawisła flaga słowackiego klubu MFK Košice.

Stadion wypełnił się niemal w 100%. To drugi po Berlinie mój najlepszy wynik w tym roku, pod względem frekwencji.




Na trybunach panowała raczej piknikowa atmosfera. Doping był sporadyczny, do którego tylko czasem podłączał się cały stadion. Jeżeli na meczu było sporo Polaków to tym bardziej dużo było mieszkańców zachodniej Ukrainy (pewnie około 90% publiczności), którzy często byli wyposażeni w barwy tego kraju. Nie żywili jednak do nikogo agresji tzn. do fanów poubieranych w koszulki Szachtara czy PSG. Niestety nie zwróciłem uwagi, gdzie był sektor gości i czy taki faktycznie był.



Na trybunach można było zobaczyć także Polskie flagi. Podobno na meczu był także autokar kibiców z... Zabrza.


Sam mecz nie był jakoś wyjątkowo porywającym widowiskiem, ale też nie liczyłem na jakieś el classico. Widać było że piłkarzom piłka przy nodze nie przeszkadza i umieją szybko wymieniać podania. Faworyt spotkania, czyli goście, spokojnie weszli w mecz i czekali tylko na swoją okazję. Długo nie musieli czekać, bo już w 7 minucie po strzale głową wyszli na prowadzenie. Po golu ich styl gry nie uległ zmianie i w 23 minucie reprezentant Brazylii David Luiz, strzelił drugiego gola (bramka na moim filmie). W drugiej połowie większą inicjatywę mieli gospodarze, ale zmarnowali wiele dogodnych sytuacji. W doliczonym czasie gry trzecią bramkę zdobyła jednak drużyna PSG. Był to gol samobójczy słynnego Chorwata Dario Srny, którego w tej sytuacji mocno naciskał Ibrahimovic. Wynik końcowy 0-3. Pozycje w tabeli w grupie 4 i 2.

Wizy czyli dowód na to, że byłem na Ukrainie. Sam paszport wyrabiałem właśnie z myślą o meczu w tym państwie już... 3 lata temu. W czasie wyprawy co prawda zaliczyłem tylko jeden mecz, ale zrealizowałem dwa cele w jednym: Mecz Champions League oraz nowe, już dziesiąte państwo, gdzie bylem na meczu. Tym sposobem państwa, które sobie założyłem parę lat temu, a mianowicie: Austrię, Węgry, Włochy, Anglię, Niemcy, Hiszpanię i Ukrainę, także zaliczyłem. Co dalej planuję z dalekich zagranicznych wypraw? Na razie nic pilnego, ale chciałbym pojechać na mecz do jednej z Ameryk, lub do Japonii czy Australii. Jeżeli chodzi o bliższe wyjazdy to Rzym, znane derby Belgradu, Francja czy Litwa.

Na koniec składy obu drużyn. Zwłaszcza po stronie paryżan ich nie brakowało. Żródło: soccerway.com





Jedna z pamiątek z Lwowa, czyli magnes na lodówkę z nadrukiem drużyn, wraz z datą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz