niedziela, 26 stycznia 2014

Luton Town FC - Nuneaton Town FC 25.01.2014

Na pierwszy oficjalny mecz piłkarski w 2014 wybrałem się do Luton w Anglii wraz z Danielem, który prowadzi bloga Groundhopping Polska.
Fotorelacja wraz z opisem z meczu The Fottball Conference, sezon 2013/2014.









Luton Town FC - Nuneaton Town FC 25.01.2014 (3-0) 5-Poziom-Anglia 
Att:7310 H:15.00 Cena: 18£ FOT MOV
Stadion Kenilworth Road (Luton)


Bilet na mecz kupiłem za 18 GBP. W przeliczeniu to około 90 zł. Bardzo dużo jak na piąty poziom rozgrywkowy ale w Anglii są chyba najdroższe bilety na mecze ligowe, a na pewno jedne z droższych.

Pomysł aby zaliczyć mecz w ojczyźnie futbolu chodził mi po głowie od dawna. Stosunkowo łatwo do zaliczenia wydawał się mecz klubu Luton Town FC, ponieważ z wielu polskich miast właśnie do Luton lata tani przewoźnik lotniczy WizzAir. Lecąc na mecz do tego miasta nie trzeba rezerwować noclegu, które nie należą do tanich w Wielkiej Brytanii. Z Katowic wyleciałem po godzinie 6 rano. Mecz odbył się o 15 czasu angielskiego, natomiast powrotny rejs zaplanowany był na godzinę 20.45 tego samego czasu. Już rok temu, a dokładnie 12.01.2013 mogłem zaliczyć mecz tego klubu, ale najpierw już po rezerwacji biletu lotniczego zmieniono termin spotkania, a następnie zachorowałem i ostatecznie nie poleciałem. Oczywiście miałem wtedy w zanadrzu plan B w postaci klubu z St. Albans (7 poziom), a także Crawley Green FC z Luton (bodajże 10 poziom!). Dodam jeszcze, że zależało mi abym poleciał na mecz w styczniu, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem oficjalnego meczu piłkarskiego w tym miesiącu (ostatni do kompletu).

Z lotniska na stadion było około 5 km. Można było podjechać w pobliże stadionu busem. Ja jednak wybrałem chód. Po drodze zwiedziłem kościół St. Mary, który przypominał zamek.

W ścisłym centrum miasta spotkać można było polskie sklepy.

Droga na stadion prowadzi obok głównej budowli miasta czyli ratusza.

Na ponad 5 godzin przed meczem byłem już blisko stadionu.

Na zdjęciu typowe angielskie szeregowe mieszkania. Widoczna ulica Hazelbury Crescent prowadziła już pod sam stadion.

Stadion bardzo ściśle przylega do wspomnianych powyżej domów szeregowych.

Stadion leży przy widocznej ulicy Kenilworth Road. Tak też nazywa się obiekt klubu z Luton.

Biuro biletowe z zewnątrz oraz...

...w środku.

W The Football Conference grają 24 drużyny, gdzie liderem obecnie jest właśnie drużyna Luton Town FC. Liga ta pomimo że to dopiero 5 poziom, skupia w jednej lidze drużyny z całej Anglii! Dla porównania w Polsce już 3 poziom rozgrywkowy podzielony jest na dwie grupy.

Droga do klubowego sklepu prowadzi obok dużych plakatów byłych piłkarzy klubu.

W klubowym sklepie. Asortyment jak na 5 poziom rozgrywkowy był bardzo bogaty.

Przedmeczowa rozgrzewka drużyny gości.

Na wydawać by się mogło lepszą trybunę główną nie kupiłem biletu pomimo, że cena była ta sama co za bramką. Widoczność ograniczają tam jednak słupy co na szczęście wiedziałem przed wyjazdem do Anglii.


Oświetlenie nie posiada może 2000 luksów ale jest.

Stadion został wybudowany w 1905. Nie chciało mi się sprawdzić ale to może być najstarszy stadion, na którym byłem na meczu. Nie wiedziałem tego przed wyjazdem na mecz ale LTFC grał kiedyś w najwyższej angielskiej lidze, kiedy nie nosiła jeszcze nazwy Premiership. Po raz ostatni było to w sezonie 1991/1992 i już wtedy były zamontowane widoczne krzesełka. Pojemność jego wynosi nieco ponad 10 tyś. miejsc.

The Hatters to przydomek klubu co w wolnym tłumaczeniu oznacza to Kapelusznicy. Klubowa maskotka posiadała właśnie oryginalny kapelusz.

Typowe angielskie kibicowskie flagi.

Lutnia (Zamarski) Luton w swoich tradycyjnych pomarańczowych koszulkach.

Na początku meczu kibice trochę pośpiewali, trochę poklaskali i... usiedli na swoich miejscach.

Poza łatwą logistyką jeżeli chodzi o dostanie się do Luton, ważny był także sam wygląd stadionu, nawiązujący do starych oldschoolowych angielskich obiektów z trójkątnymi dachami z załamaniem na środku. Obecnie dach pokryty jest blachą ale założę się że kiedyś było to drewno czyli jeszcze bardziej w starym stylu. Takich widoków nie zobaczysz na Old Trafford w Manchesterze czy na Emirates w Londynie.

Ten fragment trybuny głównej jest trochę ścięty, ponieważ musiała się zmieścić obok drogi Hatters Way.

W Luton było około 12 °C. Zagadka rozwiązana dlaczego w Anglii nie ma przerwy pomiędzy rundą jesienną a wiosenną.

A tak wygląda trybuna, gdzie są loże VIP-ów i tylko loże VIP-ów. W tym miejscu nie da się wybudować większej trybuny ponieważ zaraz po drugiej stronie stoją oczywiście szeregowe mieszkania.

Na trybunie pod zegarem pojawiła się około 180 osobowa grupa kibiców z Nuneaton. Dopingu nie prowadzili.


Jeszcze raz o trybunie głównej, która wypełniła się niemal do ostatniego miejsca. Bardzo fajnie to wyglądało



Widoczny na pierwszym planie zawodnik Luton to Steven McNulty. Pod koniec 2014 roku onet.pl opublikował klasyfikację, gdzie ten zawodnik (nr 5 na koszulce w tym meczu) zajął czołowe miejsce wśród najgrubszych piłkarzy świata. Dokładnie waży 88 kg przy 186 cm wzrostu.





Flagi kibiców gości.



W przerwie meczu sprawdziłem jak gra Rochdale z Sheffield Wed. :P.


Radość po jednej z bramek ale o przebiegu meczu pod koniec newsa.

W 52 minucie nad stadionem rozszalała się burza z grzmotami i gradobiciem. Sędzia przerwał mecz, a kibice z dolnych rzędów ewakuowali się na górne poziomy trybuny. Co ciekawe, dwie groundhopperskie redakcje z Polski pozostały na swoich miejscach pomimo dyskomfortu pogodowego :P.

Ulewy ciąg dalszy ale prawdziwy obraz tragedii oddaje ten filmik z oficjalnej strony klubowej: LINK. Szczerze mówiąc to bałem się że mecz zostanie odwołany i co gorsze lot powrotny do Polski.


Po około 10 minutach burza przeszła a mecz wznowiono. Porządkowi z uśmiechem na twarzy rozdawali kibicom papierowe ręczniki aby mogli wytrzeć swoje krzesełka.

Golll. Andre Gray z nr 27.

A tutaj już niemal bezchmurne niebo.

Na czas przerwy w grze zatrzymany został zegar na tablicy świetlnej. Sędzia jednak nie postąpił tak samo co spowodowało małe zamieszanie. Łatwo się domyśleć, iż kiedy zegar pokazywał 80-tą minutę sędzia pokazał, że dolicza 10 minut do regulaminowego czasu gry. Tym sposobem w mgnieniu oka z 80-tej zrobiła się 90-ta minuta. Oczywiście także w Anglii zegar zatrzymuje się gdy pokazuje 90:00 i każdy widz musi sobie wtedy sam liczyć czas, a w Luton było go sporo. Swoją drogą jest to trochę irytujące, kiedy czas zaprogramowany jest tylko na 90 minut.

Jeżeli chodzi o przebieg gry to pierwsza połowa była nudna i bezbramkowa. W drugiej połowie obraz uległ zmianie o 180 stopni. Gospodarze wygrali 3-0 po ciekawej grze będąc drużyną zdecydowanie lepszą patrząc na przebieg gry. Wszystkie bramki zdobył Andre Gray. Ponadto czwarta bramka nie została uznana.

Zegar na fladze San Marino? :P

Kibice angielscy jako to kibice angielscy. Siedzieli niemal przez cały mecz, podnosząc się jedynie gdy bramka dla Luton wisiała w powietrzu. Ich doping ograniczał się do kilku i tych samych okrzyków co jakiś czas coś w stylu "Come on Luton..." Działo się to tak szybko, że gdy chciałem nagrać filmik to po włączeniu aparatu było cicho jak makiem zasiał. Ogólnie jednak podobała mi się atmosfera na meczu. Była taka jaką oglądam w telewizji, gdzie jest sporo tych słynnych ooooochów aaaaachów kibiców.

Tył trybuny z której oglądałem mecz od strony ulicy Kenilworth Rd.

Po meczu czekał mnie ponownie marsz, tym razem w stronę lotniska. Na szczęście gradobicia już nie było. 8 godzin od zakończenia meczu byłem już w domu w Polsce.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz